"Łowiec Polski" - numer 12/2017
Polowanie i myśliwy

Na łowy z mamutem

Polowanie to ceremonia, dlatego od broni, z którą wyruszamy do lasu, należy wymagać czegoś więcej niż funkcjonalności – twierdzi Zbigniew Januszyk. Noże, jakie wytwarza, charakteryzują się nie tylko trwałym ostrzem i agresją cięcia. Są także dziełami sztuki.

W dawnych kulturach uważano, że materiał, z którego wykonuje się nóż, obdarza go czarodziejską mocą i chroni przed demonami. Ale i dziś – w czasach z gruntu racjonalistycznych – trudno wyzbyć się wrażenia, że noże, wytwarzane przez Zbigniewa Januszyka i stanowiące bez dwóch zdań dzieła sztuki, odznaczają się pewnymi magicznymi właściwościami. Biorąc do ręki takie cudo, odczuwa się bowiem przedziwną więź z pradawnymi łowcami. Przed oczami stają obrazy prehistorycznych malowideł, które zachwyciły kiedyś Zbigniewa Herberta: wyobrażone na ścianach i sufitach jaskiń galopujące chmary jeleni i tabuny koni, jakby żywe w drgającym świetle pochodni. Zwierzyna zdaje się płynąć rzeką do ukrytych w zaroślach myśliwych, a my – mimo upływu tysiącleci – odczuwamy te same emocje, co nasi przodkowie.

Myślę, że za szczególne wrażenie, które staje się naszym udziałem, odpowiada wybór surowca, jakiego Zbigniew Januszyk używa przy tworzeniu rękojeści. Stabilizowany ząb lub kieł potężnego i niebezpiecznego mamuta, którego wizerunek znajduje się choćby we francuskiej grocie Chauvet, przypomina, że polowanie należy do najstarszych aktywności człowieka i jest dla nas sprawą najbardziej naturalną.

– Polowanie to ceremonia – twierdzi pan Zbigniew. – Doskonale oddał to mój przyjaciel, mówiąc: „Do kniei trzeba się ubrać tak jak do kościoła, tyle że lepiej”. Również od broni, z którą wyruszamy na łowy, trzeba wymagać czegoś więcej. Powinna być nie tylko praktyczna, ale również piękna, o szlachetnym i indywidualnym rysie.

Las jako przyjaciel
By wytwarzać takie noże, trzeba żyć blisko natury. Zbigniew Januszyk wychował się w Uhowie, wiosce leżącej na północno-wschodnim brzegu Narwi. Sąsiadów cechowało praktyczne podejście do świata – do lasu chodzili wtedy, gdy czegoś potrzebowali: drewna, grzybów lub jagód. On wyruszał tam w celach zdecydowanie niepraktycznych – by poznawać sekrety zwierząt. Wiosną obserwował toki cietrzewi i klucze ciągnących gęsi, jesienią – w porze bukowiska – potężne rosochate łosie majestatycznie przemierzające rozlewiska. Przypatrywał się pilnie drzewom i stąd wie, po jakich cechach pnia olchy można poznać, że głęboko pod ziemią, w korzeniach znajduje się obrzęk o unikalnym usłojeniu, prawdziwe dzieło natury. Dziś, gdy podczas spaceru natrafi na takie drzewo, odszukuje właściciela lasu, uzgadnia cenę, po czym ścina olchę, zostawia pień i – ku zdziwieniu kontrahenta – do swej firmy drzewnej wywozi… samą karpę. Taka jest tajemnica przykuwających wzrok rękojeści, których misterny wzór przypomina niekiedy plaster miodu, kiedy indziej zaś bursztyn. Innym surowcem, wykorzystywanym w tym samym celu, jest stabilizowane i polerowane poroże łosia, które pan Zbyszek łączy z hebanem. Heban z kolei stanowi znakomite tło dla inicjałów wykonywanych techniką inkrustacji przy wykorzystaniu srebrnego drutu.

  Resztę artykułu przeczytasz w pełnym wydaniu "Łowca Polskiego"

 

Copyright © by Łowiec Polski - Wszelkie prawa zastrzeżone